Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wypełnienia w odcinku bocznym – leczenie (nie tylko objawów) choroby próchnicowej

artykuły | 15 stycznia 2018 | NR 25
114

Codzienna praktyka stomatologiczna stawia przed lekarzami liczne wyzwania. I choć wydaje się, że zdobyte z czasem doświadczenie pozwala wyeliminować niektóre problemy, to warto zastanowić się, czy nie popada się w rutynę. Oprócz diagnostyki wczesnych zmian próchnicowych poważnym problemem jest znalezienie złotego środka w zakresie wymaganego opracowania ubytku. I o ile w kwestii opracowania szkliwa problem wydaje się nieco mniejszy z powodu doskonałej widoczności i stosunkowo łatwego różnicowania, to w kwestii zębiny zadanie nie jest już takie proste.

Modyfikacje w postaci technik ART (ang. atraumatic restorative treatment) lub ITR (ang. interim therapeutic restoration) jako warunkowe bądź czasowe ograniczenie preparacji przy stosowaniu cementów szkło-jonomerowych to tylko kilka dodatkowych technik, które mogą powodować zakłopotanie. Wymagany zakres opracowania ubytku w odniesieniu do budowy ogniska próchnicowego, przynajmniej w teorii, nie budzi wątpliwości, ale w praktyce pojawia się dodatkowo wiele zmiennych: wiek pacjenta, zasięg uszkodzenia, stan zachowanych tkanek, dynamika rozwoju próchnicy i czynniki ryzyka jej wystąpienia. Jak zatem prawidłowo określić ten idealny, a nie przesadny zakres preparacji? Z lat studenckich można pamiętać zalecenia opracowywania do uzyskania twardego odpornego na zarysowanie zgłębnikiem stanu zębiny.

Pewnym rozwiązaniem było pojawienie się żelu Carisolv. Teoretycznie zakres opracowania determinował stan zachowanych włókien kolagenowych. Wiertła o ściśle określonej twardości, umożliwiające preparację tylko odpowiednio miękkiej zębiny (smart prep) w praktyce nie przekroczyły oceanu i nie były dostępne na naszym rynku. Próby stosowania barwników oceniane są w świetle piśmiennictwa co najmniej niejednoznacznie, sprzyjając zwiększaniu zakresu preparacji, czyli nieuzasadnionemu okaleczaniu pacjenta. 

W praktyce ostra różyczka pozwala na opracowywanie nawet idealnie zmineralizowanej zębiny. Preparowanie wiertłami diamentowymi jest wydajne, ale podczas pracy w zębinie stanowi poważne ryzyko traumatycznego uszkodzenia miazgi. Sprzyja temu usypianie czujności poprzez zniesienie obronnej reakcji bólowej podczas pracy w znieczuleniu miejscowym. Odrębnym, choć ściśle powiązanym zagadnieniem, jest stabilność wiertła w końcówce. Próby wdrażania oszczędności niejednokrotnie prowadzą do stosowania tańszych zamienników, które w początkowej fazie pracy spisywać mogą się nienagannie, ale ich zazwyczaj niższa cena przekłada się na krótszą żywotność. Objawem jest występowanie luzów w łożyskach rotora i tzw. bicie na boki. Kontrolowanie zakresu preparacji napotyka na coraz większe trudności, a o doznaniach pacjenta „opracowywanego z udarem” lepiej już nie wspominać. Oczywiście stosowanie wierteł o większej długości określanych przewrotnie jako „trzyćwierciowe”* wydłuża ramię dźwigni, potęgując obciążenia i wibracje. Podobne jatrogenne uszkodzenia powstają, gdy podejmuje się opracowanie ubytków na powierzchniach stycznych. I choć niejednokrotnie są to ubytki symetryczne na powierzchniach sąsiednich zębów, to zwłaszcza podczas leczenia zmian wczesnych (ale już nieodwracalnych) przypadkowe uszkodzenie stanowi poważne ryzyko i błąd w sztuce. Stosowanie instrumentów rotacyjnych napotyka na tym etapie poważne ograniczenia. Jak zatem rozwiązać te trudne kwestie? Niestety, nie uda się to jednym cudownym instrumentem, ale całą ich kolekcją. Do pracy na powierzchniach stycznych szczególnie przydatne będą bezpieczne pilniki, opisywane już wielokrotnie przy różnych okazjach. Drugie rozwiązanie to instrumenty ręczne. Stosowanie dłutek i motyczek do szkliwa oprócz specjalistycznego instrumentarium wymaga czasu i doświadczenia. Znacznie prościej przedstawia się kwestia stosowania wydrążaczy (ekskawatorów) podczas pracy w obrębie zębiny. Wykonane z dobrej jakości stali (wanadowej) ostre wydrążacze z powodzeniem zastąpić mogą wiertła różyczkowe. Praca jest znacznie delikatniejsza i mniej traumatyczna dla pacjenta. Konieczne jest jednak stosowanie instrumentów dostosowanych wielkością i kształtem do rozmiaru ubytku. Wcześniejsze doświadczenia własne, będące skutkiem pracy kiepskimi instrumentami, jakie znajdowały się na wyposażeniu gabinetu, spowodowały całkowite zarzucenie pracy instrumentami ręcznymi. Jednak przypadkowy kontakt i możliwość wypróbowania instrumentów poprawnej jakości zmienił nastawienie i pozwolił powrócić do znanej od wielu lat metody. Należy wspomnieć, że opracowanie ubytku ekskawatorami nie musi oznaczać jedynie częściowego usunięcia zębiny próchnicowej. I choć nierozerwalnie łączone jest z techniką ART, to w praktyce autora stosowane jest jako forma metody kombinowanej. Uzyskanie dostępu i opracowanie pobrzeża wykonywane jest przy użyciu wi...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • Roczną prenumeratę dwumiesięcznika Forum Stomatologii Praktycznej
  • Nielimitowany dostęp do całego archiwum czasopisma
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy