Dołącz do czytelników
Brak wyników

Stomatologia.pl

artykuły | 16 stycznia 2018 | NR 26
191

Kiedy obserwowałem mapę Polski i sięgnąłem do jej nieodległej historii, wpadł mi w oko Rzeszów i sztandarowa wręcz Chema-Elektromet.

Po raz kolejny potwierdziło się powiedzenie, że najtrudniej zauważyć to, co jest na widoku. Przecież jeszcze będąc dzieckiem, w gabinecie mojej mamy dostawałem do zarobienia cement fosforanowy, a Dentyna Wodna i wiele innych preparatów z logo Chema-Elektromet Rzeszów stanowiły podstawowe wyposażenie gabinetu. Zatem ruszyłem w kierunku na południowy wschód, zapowiedziawszy się wcześniej na wizytę w tej firmie. 

Wjeżdżając do Rzeszowa, doznałem miłego zaskoczenia, ponieważ miasto niezwykle wypiękniało. Tylko dojazd ze stolicy wciąż bywa mało komfortowy.

Po przyjeździe przed główną siedzibę firmy zaskoczyła mnie bryła budynku firmy – szary, ascetyczny budynek, niczym monoblok. Po wejściu oficjalne powitał mnie kierownik Działu Marketingu. Po miłym wstępie zaczęliśmy odtwarzać historię, a tu zaczynają się schody! Odsiecz przychodzi z samej góry w osobach prezesa Jarosława Proniewskiego i jego zastępcy Ryszarda Owskiego. 

Historia zakładu to okres powojenny. Na zgliszczach COP powstała gospodarka w systemie nakazowo-rozdzielczym. I jednym z jej efektów jest właśnie nasz bohater – początkowo jako Zakład Przemysłu Terenowego, czyli firma, która miała produkować wszystko, najlepiej przy wykorzystaniu niczego. To nie kpina, ale wyraz szacunku, wtedy była to rzeczywistość! 

Początkowo produkcja farmaceutyczna była marginalna, ale potrzeby rozwijającego się kraju wymusiły jej rozbudowę. Z czasem udział produkcji farmaceutycznej i medycznej wzrósł, a obecnie jest to jedyny zakres działalności. W dobie agresywnej gry rynkowej i konkurencji firma radzi sobie bardzo dobrze.Obecnie produkowana jest tu szeroka gama produktów stosowanych w codziennej praktyce stomatologa, a w opracowaniu są dalsze. I tu może pewne wyjaśnienie, które i mnie zaskoczyło, ale w najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu. Miałem bowiem nieco inne wyobrażenie o wprowadzeniu na rynek nowego produktu. Otóż wyobraźmy sobie, że mamy pomysł. Tworzymy projekt i wykonujemy nowy specyfik. Dodam, że nie mówimy tu o leku, a wyrobie medycznym. W dalszej kolejności produkt powstaje i działa! Ale czy będzie działał za dwa lata, czy będzie do użytku tylko dwa tygodnie? Czy się zneutralizuje, utleni, czy może wytrąci? Upiorny drugi etap to badanie próbek w czasie rzeczywistym, czyli jeśli okres stosowania ma wynosić dwa lata, to tyle produkt stoi i ma działać. Jednak prawdziwie długofalowa część to rejestracja nowego produktu i tu przyznać trzeba, że zgodni są wszyscy producenci. 

Powracając jednak do żmudnej i skrupulatnej procedury tworzenia, ale i nadzorowania ciągłej produkcji, szczegółowe omówienie wielu detali pozwoliło rozwiać mit o białej butelce i trwałości podchlorynu. Ja jestem już pewny, że ten z Chemy spełnia wymagania nawet pod koniec okresu przydatności do stosowania. Przedstawione wyniki badań są całkowicie jednoznaczne.

Jak widać, powstawanie nowego preparatu może trwać chwilę, ale odpowiedzialne wprowadzenie na rynek i przekazanie do rąk lekarzy wymaga cierp...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • Roczną prenumeratę dwumiesięcznika Forum Stomatologii Praktycznej
  • Nielimitowany dostęp do całego archiwum czasopisma
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy