Dołącz do czytelników
Brak wyników

Kreastomatologia , Otwarty dostęp

4 sierpnia 2020

NR 57 (Lipiec 2020)

Hi-tech

Mały gabinecik stomatologiczny, pełen nowoczesnego sprzętu, lecz którego zakurzone ściany i skrzypiąca podłoga z linoleum aż krzyczą, prosząc się o remont. 
„Ta technologia faktycznie ułatwia życie” – pomyślał niechętnie doktor po czterdziestce, przyglądając się, jak frezarka precyzyjnie wycina z cyrkonowego bloczku koronę. Dotknął nagim łokciem chłodnego blatu, wsparł głowę na dłoni i obserwował. Na jego oczach ostrza frezów wirowały cichutko i powoli, tak że bloczek przeistaczał się z równiuteńkiego prostopadłościanu w odwzorowanie korony ludzkiego górnego centralnego siekacza. „Futurystyczna technologia” – pomyślał i nie wiedzieć czemu przypomniały mu się Gwiezdne wojny i składanie droidów. 
Stuk-puk. 
Ciche pukanie przerwało kontemplacje doktora. Dariusz odruchowo poprawił fartuch, po czym okręcił się na stołku, obejrzał i uśmiechnął zachęcająco. 
– Witam. Zapraszam na fotel. 
Odpowiedziało mu niewyraźne mruknięcie. 
Dariusz wstał, zdezynfekował dłonie i włożył rękawiczki. Podjechał na stołeczku do unitu. Pociągnął mały stoliczek do tyłu. Przeciążone kółeczka zaprotestowały skrzypieniem, ale asystor po pokonaniu niewielkiego oporu w końcu posłusznie podjechał pod okno. 
Dariusz przyciągnął nowoczesną kolubrynę z ekranem. 
– Dobrze, panie Marku, to dzisiaj zrobimy skan. Dokładnie przeanalizuję pańskie warunki zwarciowe i zaplanuję leczenie – oznajmił siedzącemu w fotelu pacjentowi i poprawił nitrylowe rękawiczki. 
– W porządku, doktorze – zgodził się pacjent. Przymknął oczy, odetchnął uspokajająco, następnie odchylił głowę na miękką poduszkę zagłówka i otworzył usta. 
Dariusz uśmiechnął się pod nosem. 
„Ludzie nadal mają obawy. Ciekaw jestem, czy teraz większe przed nową technologią niż przed samym leczeniem u stomatologa” – rozmyślał. Pokręcił głową i skupił się na pracy. Umieścił skaner wewnątrzustny w ustach pana Marka. Rozpoczął skrupulatny pomiar. Powoli i metodycznie przesuwał końcówkę nad kolejnymi zębami. 
„Wygodnie leży w dłoni” – naszła doktora refleksja. „Z pewnością jest to przyjemniejsze niż standardowe wyciski. Zwłaszcza u pacjenta z tak silnym odruchem wymiotnym”. 
Rzucił okiem na monitor i skontrolował, czy skaner sczytuje prawidłowo. „Przecież jak każdy sprzęt wypożyczony od firmy ma prawo być kapryśny. Zbuntować się”. 
Lecz zamiast wywołać rewolucję w gabinecie, maszyna posłusznie wykonywała zadanie. Parę chwil i skan był gotowy. Dariusz ściągnął jednorazową foliową osłonkę. Odłożył końcówkę na miejsce jak rewolwer do kabury, po czym wstał, z szelestem zgniótł folijkę i wyrzucił ją do kosza na odpady medyczne. 
W tym czasie, niezauważona przez nikogo, w rogu ekranu zamigała fioletowa lampka. 
Dariusz zwrócił się do pacjenta: 
– To by… 
ŁUP! 
Drzwi do gabinetu rozwarły się z hukiem i z impetem uderzyły w ścianę. 
BUM! 
– JESTEŚ ARESZTOWANY! 
– Co do diaska?! – wyrwało się doktorowi. 
Do środka wparował mężczyzna w lateksowym wdzianku à la policyjny mundur. Na głowie miał hełm przypominający rozbudowane gogle VR. 
Dariusz wybuchnąłby śmiechem na jego widok, gdyby nie okoliczności. Oto nieznajomy mężczyzna, z pewnością niepoczytalny, właśnie dewastował mu gabinet. 
Jednym susem przypadł do unitu, zarzucił plastikową, odblaskową opaskę na nadgarstki osłupiałego pacjenta. Zatrzasnęła się z metalicznym kliknięciem. Momentalnie przylgnęła do skóry. Tworzywo zacieśniło swoją strukturę, skróciło długość, przez co ściągnęło mocno nadgarstki. Zaraz rozległ się brzdęk. Z opaski wystrzeliły energetyczne oploty, które zacisnęły się na ciele pana Marka. 
Doktor wybałuszył oczy. 
Nieznajomy przyłożył dłoń do skroni. 
– Podejrzany skuty. Zabezpieczenie fazowe stabilne. Gotowy do transportu –zameldował. 
Milczał, jakby słuchał odpowiedzi. 
– Tak jest, sir! – potwierdził służbistym tonem. – Przesył za trzy, dwa, jeden! 
Pan Marek zamigotał i zniknął z fotela. Nie pozostał po nim ślad. No… nie licząc wymiętego papierowego śliniaka i wilgotnej spluwaczki. Co gorsza, zniknęła również miękka granatowa poduszeczka zagłówka, tak ceniona przez wszystkich pacjentów. 
Doktor machinalnie poprawił zsuwające się z nosa ochronne okulary, całkowicie zapominając o rękawiczkach i zasadach BHP. 
Dariusz rozdziawił usta. Czuł się jak na pokazie iluzjonistycznym. „Albo jakby ktoś chciał mnie wkręcić…” .
– Coś ty zrobił? – wydukał, zatrzymując dziwnego osobnika w progu. Nieznajomy obrócił się na pięcie, za co Dariusz był mu wdzięczny, bo ostatnie, na co miał teraz ochotę, to oglądanie obcisłego lateksu na tyłku jakiegoś faceta, który ma aspiracje przebić magiczny talent Davida Copperfielda. 
Dariusz, zachowując bezpieczny dystans, przezornie nie spuszczał intruza z oczu. Zniesmaczony nie potrafił określić, czy gorszy jest widok z przodu, czy z tyłu. 
– Gdzie jest mój pacjent?! – wrzasnął rozeźlony. Gdy się cofnął, nadział się na szafkę. – Gadaj, czubku, co mu zrobiłeś, albo zaraz wezwę gliny i… 
– Proszę się nie kłopotać – przerwał mu mężczyzna. Gwałtownym ruchem rozprostował prawą dłoń. 
Dariusz odruchowo przymknął oczy, przygotowując się na cios, który – o dziwo – nie nastąpił. Doktor ostrożnie uchylił powieki. Nad dłonią nieznajomego wisiała holograficzna odznaka przypominająca policyjną. 
– KN2792 komisarz Rojek z Komendy Głównej Międzywymiarowej Policji – przedstawił się i zwinął prawą dłoń, aż zaskrzypiało sztuczne tworzywo rękawicy. Opuścił rękę luźno wzdłuż boku. 
Dariusz doznał zaskakującego déjà vu – nieznajomy stał w tej niewymuszonej pozycji, jaką zwykle przyjmują stróże prawa, gdy notują zeznania. 
– Proszę zachować spokój, Obywatelu. Z p...

Artykuł jest dostępny w całości tylko dla zalogowanych użytkowników.

Jak uzyskać dostęp? Wystarczy, że założysz konto lub zalogujesz się.
Czeka na Ciebie pakiet inspirujących materiałow pokazowych.
Załóż konto Zaloguj się

Przypisy